Każdy człowiek z konieczności jeżeli pragnie zachować wolność własnych sądów i opinii musi znaleźć choć chwilkę czasu na refleksję otaczających go spraw. Zadanie trudne, ale wykonalne. Bardzo zobowiązujące szczególnie w czasach, gdy chaos i - mówiąc wprost - kłamstwa jakie wylewają się z ekranu telewizji i "wiodących" mediów, jest paraliżujący i groźny dla postaw obywatelskich, a w szczególności propaństwowych.

Zasada, że przemilczeć kogoś/coś waży śmierć publiczna (choć, na szczęście, istnieje od tej zasady wyjątek: vide - twórczość i osoba Pana Waldemara Łysiaka) powinna być stosowana wobec większości "naszych" politykierów. A już z całą pewnością wobec niejakiego pana J.P. alias Polmos.

Komisja "Przyjazne Państwo" a wraz z nią jej przewodniczący pan J.P. wbudowała we mnie nieufność co do przyjaznych postaw naszego państwa w latach rządów niejakiej Platformy Obywatelskiej. Szczególnie ostatni pomysł wyżej wspomnianego pana J.P. "Polmos" zakrawa na kpinę wobec Obywateli (również tych z Platformy). Oto bowiem w porywie miłości, zatroskania (przyjaźni?) dla byłego prezydenta, który po raz kolejny w swoim życiu "stoi w rozkroku" flirtując z Libertas a jednocześnie deklarując swoje przywiązanie do Platformy Obywatelskiej, ogłasza się konieczność nowelizacji ustawy o zarobkach byłych prezydentów. Argument: dotychczas przysługujące uposażenie wymusza na byłych prezydentach podejmowanie innych działań zarobkowych, które mogą narażać na szkodę interes państwa i obywateli.

Argument został publicznie wypowiedziany zasługuje więc na wnioski.

Wniosek 1: byli prezydenci ze względu na swoje zarobki mogą dopuścić się działalności, aby podnieść poziom swojego uposażenia. Już samo to, że MUSZĄ podejmować pracę po prezydenturze jest z gruntu rzeczy niesprawiedliwe. Oni przecież nie mogą pracować gdyż przez przypadek...

Wniosek 2: ... podejmą się pracy szkodliwej dla interesu państwa i obywateli. Argument brzmiący podwójnie groźnie. Primo: osoby wybrane w procedurze demokratycznego głosowania (poza Wojciechem Jaruzelskim) mogli okazać się niepoczytalni. Problem, czy w momencie kandydowania byli poczytalni staje się więc niezwykle ważki. Secundo: nawet jeżeli stan ich zdrowia psychicznego nie budził podejrzeń schorzenia/choroby, to dotychczasowi prezydenci mogą okazać się państwowymi szkodnikami (boję się napisać zdrajcami).

Jednak cała sprawa , jak przyznał pan J.P., tak naprawdę rozdziera szaty tylko o jednego człowieka: Lecha Wałęsy. Powstaje pytanie: czy wobec wystąpień byłego prezydenta na konwencjach Libertas komisja, która powinna zajmować się przede wszystkim eliminowaniem przepisów utrudniających podejmowanie działalności gospodarczej, ma prawo do tego, aby dla "rozkroku Lecha Wałęsy" czynić prezenty z publicznych pieniędzy. Nie negując roli i ważności funkcji Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej uważam, że ludzie, którzy ubiegają się o ten najwyższy i wielce zaszczytny urząd mają (a przynajmniej mieć powinni) świadomość, że pewnych rzeczy się nie robi!!! A jeżeli tego nie rozumieją to, do stu diabłów: niech ich krew zaleje.

W tym całym P. pomyśle jest jednak coś pozytywnego. Wskazówka dla nas, wyborców, aby nie mylić się przy urnach. A uchronić nas może od takich POMYŁEK tylko REFLEKSJA. Życzę więc wszystkim (siebie nie wyłączając), aby nie zbrakło nam dla niej czasu.